fbpx

Zawodnik Tygodnia – Wojciech Otocki

Swimrun to przygoda, która rozgrywa się w naturze. Wojtek Otocki każdy niemal trening rejestruje i robi z niego relację. Jego filmy pokazują jak piękny jest to sport. Ile daje radochy, gdy przekracza się kolejne kilometry, a wraz z nimi zza okularków pływackich zmieniający się krajobraz. Dodatkowo jak fajnie jest to robić z grupą ludzi, którzy mogą się w wielu kwestiach różnić, ale łączy je potrzeba bliskiego obcowania z naturą. 

Polecamy kanał Wojtka na YT ,by podpatrzeć jak grupa wielkopolskich swimrunerów trenuje, a poniżej zapraszamy na rozmowę z pomysłodawcą tych filmików. 

 

Jestem Swimrunnerem bo:

Jestem swimrunerem, bo jest to połączenie dwóch dyscyplin sportu, które kocham od dzieciństwa, biegania i pływania. Jestem swimrunnerem, bo jest to forma nagrody, w dalszej kolejności relaksu, a przede wszystkim mechanizmem rozładowywania emocji. Te emocje w moim przypadku to bardzo ważna kwestia…

By w pełni zrozumieć tę kwestię muszę przytoczyć kilka faktów ze swoich młodych lat…

Wychowałem się w rodzinie z ojcem alkoholikiem. Patrzenie na pijanego ojca było codziennością. Bałem się każdego dnia, kiedy wracał do domu. Przemoc psychiczna i fizyczna w domu była czymś codziennym. Nie raz dostawałem za nic. Ogromna złość się we mnie rodziła od małego. Wtedy nie umiałem sobie z tym poradzić.

W trzeciej klasie podstawówki zmienialiśmy, miejsce zamieszkania. Bardzo pragnąłem chodzić do sportowej szkoły. Chciałem chodzić do klasy pływackiej. Niestety, kiedy byłem na rozmowie z mamą, trener klasy pływackiej, powiedział że jest dla mnie za późno, że dzieci rozpoczynają dużo wcześniej i nie będę w stanie dorównać im poziomem pływania. Było mi niezmiernie smutno. Mama widziała jak mi zależało i nie dała za wygraną. Powiedziała, że spróbujemy gdzie indziej… Często dziś wspomina jak liczyła mi głośno czas: jeden, dwa, trzy…, a  ja biegałem na przystanku tramwajowym, od jego początku do jego końca, starając się pobić przedni czas.

W końcu mama znalazła szkolę sportową o profilu lekkoatletycznym. Chętnych było 52 do jednej klasy.  Przez mój i mamy upór udało mi znaleźć wśród 27 wybrańców. Szkoła były dla mnie miejscem, gdzie mogłem uciec myślami. Czas spędzony na treningach     pozwolił mi zapomnieć o bólu i jednocześnie wyładować wewnętrzną złość. W ten sposób będąc młodym chłopakiem wyrobiłem w sobie mechanizm radzenia sobie z własnymi emocjami… Cieszę się, że nie był to alkohol, czy inne używki. Podskórnie czuję, że ustrzegł mnie od tego właśnie sport.

Fot. Archiwum prywatne Wojtka – Swimrun Wióry 2020

Czym ujął mnie swimrun:

Swoją prostotą, podczas której, możemy rywalizować wraz partnerem, przeżywając różne emocje, chłonąc piękno otaczającej nas przyrody.

Mój pierwszy raz w swimrunie:

 SwimRun Solina 2017

Najpiękniejsza przygoda:

Wejście na Rysy z dziećmi. Nie tyle samo wspięcie się na szczyt, a emocje które nam towarzyszyły podczas wejścia i zejścia.

Zawody życia:

W sensie sportowym; myślę ,że jeszcze przede mną.                           

Solo czy team?

Osobiście przyznam otwarcie, iż nie uznaję zawodów w formule solo. Według mnie, nie jest to zgodne z ideą jaka przyświecała twórcom tej dyscypliny, dlatego dla mnie Swimrun jest tylko w zespole.

Ilość partnerów….. w Swimrunie?  

Jak do tej pory miałem przyjemność rywalizować w zawodach z siedmioma różnymi osobami (3 kobiety, 4 mężczyzn).

Fot. Swimrun Wióry 2020 – Ultra Zajonc

Gdy dopada mnie kryzys na trasie, to:

Mówię o tym otwarcie partnerowi i proszę o prowadzenie (zmianę). Ustalenie i poznanie priorytetów przed startem jest podstawą, gdyż każdy z nas jest inny, a rozmowa jest podstawą. Nie ukrywam nauczyły mnie tego też moje pierwsze starty w swimrunie. Jeśli od początku szwankuje komunikacja, chcesz coś komuś narzucić, to może się i uda, ale najfajniej, gdy obie osoby mają ten sam cel.

Co czuję gdy dobiegam do mety:

Olbrzymią radość, która motywuje mnie na kolejne dni.

Moje przygotowania do sezonu:

Staram się trzy, cztery razy w tygodniu chodzić na basen. Cztery razy wykonać trening biegowy. Nie zawsze praca mi na to pozwala. Ci co mnie znają, wiedzą że potrafię przyjechać na start lub trening tuż przed jego rozpoczęciem. Zimą w weekendy morsuję.

Najlepsze jedzenie po dobrze zrobionym treningu, starcie:

Dobry wołowy hamburger.

Najbardziej lubię:

Szczere rozmowy z ludźmi, o sprawach prawdziwych, w których nie ma obłudy, w których ludzie nie zakładają masek.

Inne sporty, które uprawiam:

 Snowboard zimą, koszykówka z synem, wspinanie w skałkach, Canicross, wędrówka po górach.

Fot. Archiwum Wojtek Otocki

Rodzina i znajomi patrzą i mówią:

Moja córka i syn bardzo mi kibicują. Trzymają za mnie kciuki. Z kolei mama i babcia często się o mnie boją, szczególnie kiedy chodzę pływać na otwarte zbiorniki wodne.

Słucham:

Własnego serca, lubię spędzać czas w ciszy, szczególnie biegając z psami. Można wiele sobie rzeczy poukładać w głowie, można nad wieloma sprawami się zastanowić. Lubię to uczucie.

Jeżeli chodzi o muzykę to zależy od nastroju w jakim się obecnie znajduję. Podczas jazdy samochodem lubię słuchać muzyki filmowej Hans’a Zimmmera. Często ukojenie daje mi muzyka klasyczna. Kiedy spędzam czas z dziećmi to słucham ich muzyki, żeby nie było, że mają ojca z poprzedniej epoki…

Dodatkowo lubię programy, z których mogę się czegoś dowiedzieć. Słucham i oglądam programy historyczne, programy o wyprawach górskich, niestety mogę to robić kładąc się spać. Jednak zbyt szybko zasypiam bym mógł dotrwać do końca.

Fot. Ultra Zajonc

Czytam:

Ostatnimi laty nie mam zbyt wiele czasu na czytanie. Uwielbiam książki związane z historią. Aby nie było, że nic nie czytam, przyznam się, że obecnie czytam podręczniki z różnych przedmiotów z klasy 6 i 8. Dzięki temu mogę pomóc dzieciom w przyswajaniu wiedzy podczas zdalnego nauczania…

Mój sposób na relaks:

Wszelkiego rodzaju sport i aktywność fizyczna.

Jestem szczęśliwy gdy:

Mam dzieci przy sobie.

LEAVE A COMMENT