fbpx

Zawodnik tygodnia – Ewa Świgoń

Kolejny tydzień kolejny zawodnik tygodnia, którego swimrun wciągnął do zabawy.

Panie i Panowie – Ewa Świgoń.

Najlepiej czuje się na nad Soliną. Tam pływa, żegluje, trenuje, wypoczywa. Na co dzień mieszka w Rzeszowie. Zawodniczka, założycielka lokalnej grupy swimrunowej, promotorka swimrunu. Do koleżanki z teamu Swimrun Blondes dzieli ją niemalże 640 km. Nie będziemy się tutaj za bardzo rozpisywać, bo Ewa świetnie sama siebie opisała odpowiadając na poniższe pytania. 

Jestem swimrunerem bo: 

kocham tę dyscyplinę sportu, uwielbiam ludzi, z którymi mogę dzielić moją pasję, klimat panujący na zawodach, wyzwania z nią związane i kraj z którego pochodzi. Kiedy mieszkałam za granicą wszyscy myśleli, że pochodzę ze Szwecji (chyba przez mój kolor włosów, może urodę ?. Coś w tym jest, bo uwielbiam styl skandynawski, saunę i zahartowane dzieciaki wspinające się po drzewach. Jestem mega dumna, że mogę promować ten sport w naszym kraju, co daje mi dużo frajdy i satysfakcji. Planuję dużo więcej. Założyłam drużynę swimrunową w Rzeszowie i chcę aby prężnie się rozwijała.

Fot. UltraLovers

Czym ujął mnie swimrun: 

Swimrun ujął mnie prostotą, spontanicznością, poczuciem wolności i siły. To dla mnie kultowe hasło, które oznacza “mogę wszystko”.  Mimo iż jest to dyscyplina partnerska, przez dłuższy czas przygotowywałam się do zawodów samotnie, bo bardzo trudno było mi znaleźć swimrunową połówkę, a kiedy już znalazłam dzieliło nas 1000km – Irmina mieszka w Szczecinie, a ja w Rzeszowie.  Akwenem, na którym odbywały się moje treningi było jezioro Solińskie. To miejsce nauczyło mnie pokory, pewności siebie i odwagi, przez pokonywanie wodno lądowych kilometrów w samotności. Swimrun jest dyscypliną, do której nie potrzebujemy tak naprawdę wyszukanego, drogiego sprzętu.

Na początku trenowałam bez pianki w najtańszych butach ze zdobyczną ósemką odnalezioną po solińskich zawodach, którą dostałam w prezencie od ratownika Tomka Szwacza. Później to już kwestia własnych upodobań i wygody. Sprzęt można dobierać stopniowo w czasie. Swimrun pokazał mi jak przekraczać granice ludzkich możliwości, uwierzyć w siłę swojego ciała i potęgę własnego umysłu. Kilka razy z mężem robiliśmy sobie wyścigi. On płynął jachtem żaglowym a ja po prostu…niczym, o własnych siłach i wygrywałam, bo jestem zupełnie niezależną jednostką. Człowiek jest niesamowicie sprytną istotą, która w łatwy sposób może przemieszczać się po terenach wodno lądowych nie potrzebując do tego paliwa, silnika, wiatru, żagli, prądu. Posiada wszystko to co potrzebne w samym sobie, a więc kiedy stajesz na brzegu przed wodą, czujesz nieograniczoną wolność. Możesz się tym bawić wybierając trasę na bieżąco, iść tam gdzie poniesie cię wyobraźnia. Delektujesz się pięknem przyrody, jej zapachem, barwami, dziewiczą postacią. To zupełnie inny wymiar.

Fot. Archiwum Ewa Świgoń

Co robiłam zanim pojawił się swimrun:

Moim głównym zajęciem była opieka nad trójką naszych córek (15, 12 i 6 lat mają w tej chwili). Po urodzeniu trzeciej tak bardzo pozazdrościłam biegaczom mijanym po drodze, że sama zaczęłam biegać. Kiedyś jako młoda dziewczyna trenowałam lekkoatletykę wyczynowo, ale były to głównie średnie dystanse 300, 400, 600 m, skok w dal, 7-bój.Raz udało mi się zakwalifikować na przełajowe Mistrzostwa Polski. Moim trenerem był mój tato. Dostałam się nawet na AWF do Gorzowa Wlkp, jednak po pierwszym semestrze uległam wypadkowi, co uniemożliwiło mi spełnienie marzenia zostania nauczycielem wfu i trenerem lub też fizjoterapeutą. Taką miałam wtedy wizję na swoją przyszłość. Moje pierwsze w życiu przebiegnięte 10 km na zawodach to Bieg Niepodległości 3 lata temu. Dwa lata temu przebiegłam swój pierwszy półmaraton. Zawsze jednak marzyłam o triathlonie. Swimrun okazał się jednak łatwiejszy do zrealizowania i ciekawszy. 

Mój pierwszy raz w swimrunie:

To zawody w Swimrun Solina Poland. Znalazłam wreszcie moja upragnioną partnerkę Irminę. Zapisałyśmy się na dystans sprint, gdzie wystartowałyśmy w najtańszych sportowych butach ( na próbę), które dały nam ostro w kość na leśnym odcinku po 3 dniowych opadach. Jednak frajda była niesamowita, a bieg przypominał jazdę na nartach z przyśpiewkami z bajki “Świnka Peppa”, bo takie było błoto. Ostatecznie zdobyłyśmy 3 miejsce w naszej kategorii na naszym dystansie, co było dla nas mega motywacją do rozwijania się dalej w tej dziedzinie. Założyłyśmy drużynę i bloga #swimrunblondes, co najprościej oznacza swimrunowe blondyny, bo i ja i Irmina jesteśmy jasnowłosymi niewiastami. 

Fot. Archiwum Ewa Świgoń

Najpiękniejsza przygoda:

Było ich kilka i trudno wybrać. Głównie są związane z podróżami i wyprawami żeglarskimi i tutaj ukłony w kierunku mojego męża Marka. Wymienię cztery.

Pierwsza to podróż przedślubna po Europie starym Espero z namiotem i butlą gazową w bagażniku, która trwała 3 tygodnie i zrobiliśmy 8000km zwiedzając najważniejsze miasta europejskich krajów.

Druga to spływ rzeką Odrą od Opola do Szczecina naszą starą jeszcze żaglówką Sportiną 595, gdzie pokonaliśmy 16 śluz też w około 3 tygodnie.

Trzecia to spływ rzeką Wisłą od Oświęcimia do Gdańska tym samym jachtem.

Czwarta to spływ już Sasanka 660 z naszymi małymi pociechami z pomocą dziadków z Gorzowa Wlkp rzeką Wartą do Szczecina a następnie rzeką Odrą i kanałami do Berlina.  Zawody życia: los pokrzyżował nieco moje plany startowe. Przez złamaną nogę w zeszłym sezonie ominęły mnie i Irminę 2 ważne wspólne starty, zwłaszcza na Wiórach. Przez to ogółem miałam ich niewiele, bo tylko 3, ale każde zawody były wyjątkowe, uczyły czegoś nowego i dawały wspaniałe doznania pozostawiając piękne wspomnienia. 

Moje zawody życia

Swimrun Wióry 2020 na dystansie LONG, gdzie po raz pierwszy pokonałam tyle kilometrów drogą lądową jak i wodną. To był wielki comeback po ostatnim niedoszłym wiórowym starcie spowodowanym kontuzją. Nie byłyby wyjątkowe, gdybym nie zrealizowała ich w towarzystwie wspaniałego człowieka jakim jest Rafał, który mentalnie bardzo wspierał mnie w powrocie do sprawności. Sprawił, że ten jeden z trudniejszych biegów w Polsce stał się piękną przygodą i wcale nie wydawał się aż tak trudny. Jestem mu bardzo wdzięczna za wszystko. Świetnie opiekował się mną na trasie i motywował, cierpliwie czekał i kiedy trzeba było holował. Dodatkowo wielką radością było stanięcie na podium. Klimat zawodów organizowanych przez Anię i Jędrka jest niepowtarzalny, bo ma w sobie wiele rodzinnego ciepła, a po covidowej izolacji cudownie było się spotkać ze swimrunowym bractwem. Ten start na zawsze pozostanie w mojej pamięci i bardzo chciałabym go powtórzyć.

Fot. Ultra Lovers

Solo czy team?

Oczywiście, że team. Mimo, że jestem samotnikiem biegowym to nie wyobrażam sobie swimrunu bez partnera.

Ilość partnerów….w swimrunie?

Partnerka Irmina, partner Rafał i partner Marcin, z którym miałam zrobić Solinę w tym roku, ale z powodu pandemii zawody zostały odwołane. Wychodzi na to, że 3. Gdy dopada mnie kryzys na trasie, to: świadomość, że jest obok mnie mój partner biegowy sprawia, że czuję się bezpiecznie. W swimrunie partnerstwo wymaga empatii i jest bardzo ważne, bo to dosyć ekstremalny i wymagający sport. Czasem bez słów rozumiemy się i oceniamy sytuację. W chwilach kryzysu wspieramy się wzajemnie poprzez dobre słowo, rozśmieszanie, podanie ręki, nogi, motywowanie, dopingowanie, przytulenie, holowanie, podanie wody, żelu. Dlatego podczas wyścigu między partnerami powstaje wyjątkowa więź, która bardzo pomaga w przetrwaniu trudnego biegu. W ten sposób rodzą się wspaniałe przyjaźnie.

Słucham…

muzyki gdzie tylko się da. Kocham z nią biegać, jeździć autem. Lubię prawie każdy jej gatunek (oprócz disco polo) i w zależności od nastroju i potrzeb taki wybieram. Uwielbiam klasycznego starego rocka, metal, punk, muzykę irlandzką, celtycką, elektoniczną, jazz itd. Słucham też namiętnie Antyradia, a będąc w dziczy jej naturalnych odgłosów.

Czytam…

szczerze o wiele za mało, ale to przez brak możliwości zwłaszcza w ostatnim covidowym czasie, kiedy byłiśmy zamknięci z rodziną w domu na 3 tygodnie. Ciężko się skupić w takim hałasie. Chcę jednak sie poprawić. Lubię książki motywacyjne, przygodowe, filozoficzne.

Mój sposób na relaks.

To przede wszystkim trenig. Oprócz tego uwielbiam kąpiel z pianą w wannie, poranne picie kawy nad wodą, lampkę wina przed kominkiem, masaż, dobrą muzykę, ogniska z gitarą i szantami, cały rytuał saunowania, żeglowanie, ubieranie moich przemyśleń w słowa i dzielenie się nimi. Rozmowy z przyjaciółmi. To są rzeczy, które mnie relaksują.

fot. Archiwum Ewa Świgoń

Gdy dopada mnie kryzys na trasie, to:

świadomość, że jest obok mnie mój partner biegowy sprawia, że czuję się bezpiecznie. W swimrunie partnerstwo wymaga empatii i jest bardzo ważne, bo to dosyć ekstremalny i wymagający sport. Czasem bez słów rozumiemy się i oceniamy sytuację. W chwilach kryzysu wspieramy się wzajemnie poprzez dobre słowo, rozśmieszanie, podanie ręki, nogi, motywowanie, dopingowanie, przytulenie, holowanie, podanie wody, żelu. Dlatego podczas wyścigu między partnerami powstaje wyjątkowa więź, która bardzo pomaga w przetrwaniu trudnego biegu. W ten sposób rodzą się wspaniałe przyjaźnie.

Co czuję, kiedy dobiegam do mety:

Wielką satysfakcję, radość, euforię, ulgę i mimo zmęczenia siłę i motywację do dalszego działania.

Moje przygotowania do sezonu.

Trwają przez cały rok. Nie mam konkretnego planu ani trenera, ale w tym roku chcę to nieco zmienić, ulepszyć, usprawnić, aby robić lepsze wyniki. Zimą jest pływanie na basenie i bieganie osobno oraz od tego roku morsowanie, a już od kwietnia początek klasycznych treningów swimrunowych czyli naprzemienne bieganie z pływaniem w terenie. W tym roku udało mi sie założyć swoja własną swimrunową drużynę Air Swimmers, dzięki której czuję się bardziej zmotywowana i która daje mi bardzo dużo radości i satysfakcji. Zwykle treningi odbywają się na rzeszowskiej Żwirowni i od czasu do czasu na jeziorze Solińskim.

Najlepsze jedzenie po dobrze zrobionym treningu, starcie:

hmmm to zależy na co mam w danej chwili ochotę. Po ostatnim ciężkim treningu, który organizowałam na Solinie, który był odpowiednikiem Aquaman maraton około 25 km wszyscy marzyliśmy o schabowym z kapustką i ziemniaczkami. Ten temat przewijał się już od połowy trasy. Chyba przez sezon grillowy, bo zapach grillowanego mięsa unosił się nad całą Soliną. Oczywiście spełniliśmy nasze kulinarne pragnienie.

Najbardziej lubię:

czas spędzony z przyjaciółmi, z moją drużyną, z moją rodziną, ale również momenty z samą sobą. Kominek, lampka wina, dobra muzyka. Lubię aktywnie spędzać czas, podróżować, poznawać ludzi, marzyć, rozmyślać, słuchać muzyki, pisać, robić zdjęcia, przytulać się, uwielbiam wschody i zachody słońca, odrobinę szaleństwa i adrenaliny oraz saunę i dobrą kuchnię (dlatego wyglądam jak wyglądam hahaha).

Inne sporty, które uprawiam:

Żeglarstwo, narciarstwo, kolarstwo, łyżwy. Moim marzeniem jest w tym roku podszkolić windsurfing, który był od zawsze moim marzeniem oraz wystartować w triathlonie.

Rodzina i znajomi patrzą i mówią:

Rodzina mówi “znów ucieka na trening” (hahaha) , najmłodsza z córek zakłada często moje buty i łapki pływackie. Ona jako jedyna chciałaby mnie naśladować i też ma blond włosy. Moi rodzice całe życie związani ze sportem chyba są ze mnie dumni i podziwiają mnie a od znajomych i przyjaciół słyszę wiele miłych i pozytywnych słów, co bardzo motywuje. Jako mama  trójki dzieci, chciałabym namówić inne mamy do aktywności fizycznej, bo to przynosi bardzo wiele korzyści zarówno  fizycznych jak i psychicznych. Staram się przekonać je, że warto wierzyć w swoje marzenia i w siebie samego, że człowiek jest wstanie osiągnąć bardzo wiele, a to jest kwestią naszych chęci, motywacji i samozaparcia oraz szacunku wobec własnej osoby.

Fot. Archiwum Ewa Świgoń

Jestem szczęśliwa gdy….

udaje mi się osiągnąć zamierzony cel, zrobić coś niezwyczajnego, wyjść poza strefę komfortu, bo to umacnia i sprawia, że przesuwam poprzeczkę wyżej. Jestem szczęśliwa, gdy moja rodzina jest zdrowa i zadowolona, gdy mogę komuś pomóc, ale również gdy zrobię coś dla siebie. Jestem szczęśliwa gdy mogę rozwijać swoją własną przestrzeń, a inni to szanują, gdy moje dzieci są radosne i są ze mnie dumne. Jestem szczęśliwa, gdy spotykam się z ludźmi, z którymi mogę dzielić swoją pasję i rozwijać się. Lubię, gdy moje życie jest ciekawe i nie chciałabym niczego przegapić, aby kiedyś z czystym sumieniem i ręką na sercu powiedzieć…nie żałuję niczego..

LEAVE A COMMENT