„Stary, przepraszam, pół roku temu umawialiśmy się na Wióry Swimrun, ale no k… mam raka, mogę nie dotrzeć, przepraszam…”

Sierpień 2018 – Holandia, super kraj. Mili ludzie, pełno rowerów, patrząc z zewnątrz duży spokój. Jednym z odwiedzanych miejsc standardowo jest Amsterdam. Coffee Shop. Olga „Możemy kupimy olej CBD?” – „Po co, przecież nikt nie ma raka”… Powrót do domu, lotnisko. W oczekiwaniu na samolot artykuł w jednym z portali – „W jednym pokoju 5 facetów i 5 jąder” – czytam dla zabicia nudy, jest bardzo ciekawy.

 

Powrót do Poznania 14.08.2018 – akurat impreza u kumpla. 15.08 wolne, relaks…. Piątek 17.08 standardowo w pracy. Anioł Stróż w bardzo nietypowej postaci mówi, a zrób sobie test, jak Ci to chodzi po głowie od czasu przeczytania tego artykułu. – Co Ci szkodzi…

 

Powrót do domu, po drodze apteka. – Poproszę test ciążowy. Pani w aptece uśmiecha się pod nosem. W domu, toaleta, odkładam test i idę się napić. Wracam i BUM… Pozytywny. Jestem w ciąży!!! Ale halo, coś tu nie gra. Lecę do apteki po jeszcze 3. Pani uśmiechnięta jeszcze bardziej. Znowu 3 razy 2 kreski i powoli do mnie dociera. Telefon do Picia – mówi, weź nie pierdol, na pewno to pomyłka. Piątek godzina 15… Na szybko laboratorium całodobowe i badania krwi – markery. W oczekiwaniu na wynik jedziemy do siostry z prezentem dla dzieciaków. Siedzimy na tarasie i wreszcie jest mail z wynikami. I drugie BUM… Wszystkie markery kilka lub kilkasetkrotnie przekroczone. No to ch…

 

Jutro od rana wyjazd na szkolenie, ale po drodze może badanie w innym laboratorium.

W międzyczasie na szybko kilka telefonów do znajomych lekarzy. Jeszcze po drodze na 3 słowa do Mamy – „Mamo, mam raka”. Mama BUM, nie dowierza…

 

Telefon do Macieja i Kuby – Stary, przepraszam, pół roku temu umawialiśmy się na Wióry Swimrun, ale no k… mam raka, mogę nie dotrzeć, przepraszam… Nagle jest sobota, a ja oddaje drugi raz krew. Jadę na szkolenie, w międzyczasie co chwilę sprawdzam telefon, przepraszając uczestników. Są wyniki!!! PDF, otwieramy. BUM. Jeszcze gorsze niż tamte wcześniejsze… Drogę z Gorzowa do Poznania spędzam na telefonie. W poniedziałek rano urolog, USG.

Jutro szpital, bo nie ma co czekać. „Dobrze by było gdyby zdążył Pan oddać „chłopaków”

do banku

i zrobić tomograf komputerowy, zawsze się przyda, a przy takich wynikach tym bardziej warto”. Ok, milion telefonów. – Panie na dziś nie da rady w całej Wielkopolsce. Wreszcie wybłagany tomograf w Szpitalu św. Wojciecha w Poznaniu. „Złote kobiety”, które nawet nie wiedziały, jak mi pomogły.

Na cito kreatynina, kontrast i jedziemy. Badanie spoko, opis za tydzień, dwa. „Nie ma problemu, ja jutro idę na operację, to tak bardziej kontrolnie”. Ale z racji zawodu mówię,

że w sumie trochę w temacie kojarzę i gdyby dało się te wyniki dostać wcześniej byłoby super. Wieczorem telefon – pani dr radiolog w nocy zrobi opis, bo to wyjątkowa sytuacja i rano do odbioru.

 

Wtorek. Jadę do szpitala na urologię, ale po drodze wpadam po opis. Pan doktor wynosi opis i życzy powodzenia. Koperta, cyk i nagle BUUUUUUUUM. Liczne, rozsiane przerzuty w jamie brzusznej, miednicy i… płucach.

 

Telefon do Picia – „Ty jest motyw, słabo to wygląda… „Ch…, nie martw się, damy radę”. Wracam do samochodu i nie wiem, co się dzieje. Droga do szpitala zajmuje jakieś 10 minut, nie odzywam się. Te 10 minut dało mi to, że w sumie nic nie zrobię, jak się załamię. Jest jak jest – to fakt – trzeba się z nim zmierzyć. Stres i nerwy wiele nie dadzą, a tylko zaszkodzą. Krzyczę na głos – „Ch… tam, dam radę!”. Siedzimy w rejestracji, czekam na przyjęcie, muszę przekazać bliskim opis. Reakcja standardowa – szok…

 

Nie ma opcji, trzeba walczyć, musi być dobrze. Dom, praca, tyle tematów otwartych.

Nie mam czasu na raka, za dużo na głowie”. Następny tydzień to szpital, operacja, kilka książek przeczytanych i środki przeciwbólowe.

 

Kolejni „złoci ludzie” na Oddziale Urologii U1 na ul. Szwajcarskiej w Poznaniu. L4 na pół roku, nie ma opcji, zostaję w szpitalu jeszcze tydzień. „Pan sobie chyba nie zdaje sprawy z powagi sytuacji”. – „Poproszę na te kilka dni, muszę wrócić do pracy”. „Kiedy można wrócić do treningów?” Pan doktor się zaśmiał i powiedział, żebym przemyślał, o co pytam. 3 dni temu był zabieg. Za kilka dni to wizyta u onkologa. Ten mówi, lekko nie będzie, bo nie ma co ściemniać – „Pana rokowanania są umiarkowane”.

 

Decyzja, chemia lekka czy ciężka? Najcięższa jak się da, trzeba się tego pozbyć. Organizm zaprawiony sportem, da radę. „Wie Pan, na chemię nie ma mocnych, tym bardziej na te mocniejsze – każdego zetnie z nóg”. „Dam radę, ogarnie się”. Jeszcze po drodze zmiana dyżurów w pracy, odbiór histopatologii, uregulowanie spraw prawnych itd. Pierwsza chemia we wrześniu. Kwalifikacja przy wypisie stopień zaawansowania IIIC – najwyższy! Jak się bawić, to się bawić…

 

Może hotel to za dużo, ale Oddział Chemioterapii na Szamarzewie w Poznaniu, nie do opisania. Człowiek kompletnie zapomina o całej akcji. Tu nie ma zmiłuj, będzie dobrze i tyle. Profesjonalizm w pełnej krasie. Chapeau bas dla wszystkich pracowników, od pań salowych po lekarzy…

 

fot. archiwum Kuby

Dzień przed drugą chemią wypadła broda… Na głowie włosów brak od dawna, a była taka piękna broda. Ch…, przecież odrośnie. Chemia – 6 dni w szpitalu. Po kilkanaście godzin wlewów, potem 2 tygodnie w domu

i powrót do szpitala. Po 2 chemii jadę na tomograf – jest poprawa!!! Jest moc!!! Lecimy dalej.

 

4 chemia najcięższa, 6 dni zlewa się w to samo, spanie, toaleta albo cyk do worka, bez jedzenia i picia, bo wszystko wraca. Wizyty pamiętam jak przez mgłę… Powrót do domu ze szpitala, po drodze burger i piwo 0,0%, zostało w żołądku – jest dobrze. Kolejna badania. Zostały przerzuty w płucach, ale!!! Są nieaktywne!!! Dalej moc. Czekamy. Zawsze jest przecież opcja radioterapii albo komórek macierzystych. Systematycznie badam markery, które albo są w normie albo nieznacznie podniesione.

 

31.10.2019 pierwsza wizyta na siłowni z wszczepionym portem i tekst do Bartka z Polish Fitness Freak’a – Siema, jestem Kuba, mam raka i port. Ułożysz mi trening na jedną stronę? Lekka konsternacja, ale co zrobić. Zaczynamy treningi na lewą stronę, port po prawej. Kilka sesji opuszczonych z powodu wyników krwi, ale generalnie powrót na siłownię daje duży spokój. Ciężary, co prawda, jak w wadze zerowej, ale żyję i mogę się ruszać! Powolutku powrót do biegania, grudzień nad morzem, bieganie po plaży i bajka w głowie, musi być dobrze.

 

Później było już tylko lepiej. W okolicach Świąt badanie PET potwierdzające brak aktywności przerzutów. Rzęsy i brwi zaczynają odrastać, pierwsza broda siwa i miękka – dojrzewam od nowa, jest moc. Kolejne kontrole i badania, bez zmian albo lepiej. Po wynikach PET napięcie mija i człowiek lekko siada organizacyjnie, do tej pory organizm był cały czas spięty, teraz jest luz, zapominasz o wszystkim.

 

Dwa notesy pełne notatek typu: weź śniadanie z lodówki. Schudłem, formę buduje od nowa. Ale mogę to robić, mogę wszystko, nic nie muszę. Tekst tani jak zapałki, ale dużo w tym prawdy. Dziękuję za drugą szansę. W kwietniu 2 maratony w czasach niewiele gorszych niż szczyt formy, a znacznie lepszych niż przed diagnozą.

 

fot. archiwum Kuby

To wszystko nie byłoby możliwe bez otoczenia, które zawsze mnie wspierało i w zasadzie nie dało odczuć, że to rak. Żyjemy normalnie. Mało kto się odwrócił i zerwał kontakt, ale to też rozumiem, bo dziwnie zadzwonić i zapytać jak tam rak? Chociaż dla mnie to najlepsze podejście. Olać polityczną poprawność i konwenanse.

 

To wszystko nie byłoby możliwe bez Rodziny, bardzo dużej liczby Przyjaciół, Lekarzy na Urologii, Chemii i dr Justyny neurolog, wszystkich tych ludzi, którzy pomagali mi, nawet nie wiedząc jak bardzo. Olga przy boku, Rodzina, Psina w domu, Przyjaciele tak w domu, jak i pracy. Piciu transportujący histopatologię 🙂 Maciej zawsze pytający jak forma i zdrowie, Bartek na siłowni. Gros ludzi, którym nie miałem nawet możliwości podziękować. Anioł Stróż w nietypowej postaci, który przechodził to co ja i mam nadzieję, że się odnajdzie w życiu.

 

Co ratuje życie? Głowa, Bliscy i Sport!!! W tym roku start w Wiórach niezagrożony. Bez ambicji, by być od kogoś szybszym. Tylko po to, by pokazać ten piękny gest „RAK OFF”!

fot. archiwum Kuby

Trzeba się badać! Wstyd trzeba schować do kieszeni, żeby się nie dać z nim pochować.

Ja dostałem drugą szansę, bardzo wielu nie dostało…

 

Pozdrawiam

Kuba

 

 

WigRak – zrób to #dlaJAJ

 

LEAVE A COMMENT